Z każdej strony jesteśmy bombardowani informacjami o niewydolności polskiego systemu emerytalnego. “Emerytury dzisiejszych trzydziestolatków będą głodowe !”, “Emerytura wyniesie ⅓ ostatniego wynagrodzenia!” itp.

Czy to oznacza, że nie możemy liczyć na spokojną i bezpieczną emeryturę? Czy będziemy musieli pracować do końca życia ?

Zobacz jaką propozycję nie do odrzucenia otrzymał pewnego dnia Robert: Szok: ZUS każe mi przeżyć za 273 złote!

Takie pytania zadawałem sobie kilka lat temu. Wtedy również podjąłem decyzję, że nie będę liczył już na ZUS i na “kolejne pokolenia”, które składają się na świadczenia swoich rodziców i dziadków. Muszę liczyć na siebie ! To ja muszę sobie zapewnić emeryturę i to ode mnie zależy kiedy na nią przejdę. Postanowiłem sobie również, że zrobię to w moje 40 urodziny 😉

Miałem wtedy dokładnie 30 lat czyli zostało mi trochę czasu, za mało żeby zacząć oszczędzać i skorzystać z procentu składanego czyli jak go nazwał Albert Einstein “Ósmego cudu świata”, ale wystarczająco długo aby zrobić “coś”.

Musiałem wymyśleć coś, co zapewni mi emeryturę szybciej i bez zbyt długiego oszczędzania. Jedyną opcją jaką mi się wtedy kojarzyła z emeryturą to taka, że muszę odłożyć na konto dużą kupkę pieniędzy i będę żył z odsetek (!) czyli, że zostanę RENTIEREM :).

Tylko, ile muszę odłożyć żeby móc żyć z tych odsetek, utrzymać rodzinę i nigdy więcej nie martwić się o to, że w pewnym momencie moja emerytura może stopnieć?

W 2009 roku, jak zaczynałem te rozważania, oprocentowanie lokat było na poziomie ok. 6-8% w stosunku rocznym. Czyli z każdego 1 miliona złotych odłożonego na lokacie uzyskałbym ok 5-6 tys. z odsetek miesięcznie (czyli muszę uzbierać aż MILION złotych na każde 5 000 zł emerytury jaką chcę otrzymywać !). Od tego trzeba jeszcze odjąć podatek belki czyli zostałoby mi ok. 4 000 zł z 1 MILIONA złotych na koncie!

Ale zaraz, przecież jest jeszcze inflacja, czyli nie mogę skonsumować całych odsetek. Powinno cały czas coś zostawać na koncie powyżej inflacji, tak, abym nie musiał obniżać swojego standardu życia.

A co się stanie jeżeli nagle spadnie oprocentowanie lokat np. do 3% –  będę musiał ograniczyć moje wydatki o połowę?  A jak będą jeszcze niższe?

A co się stanie jeżeli bank, w którym mam moje pieniądze zbankrutuje? Czyli  cały czas mam śledzić gdzie są najlepsze lokaty, który bank jest w najlepszej formie? Przecież nie taki  był plan na moją emeryturę!

Mam być wtedy wolny! Od zmartwień, pracy i obserwowania rynku. Mam cieszyć się życiem! Robić to na co mam ochotę. W tym momencie zrozumiałem, że żeby zostać rentierem nie mogę mojego dochodu oprzeć na wpływach z odsetek od zgromadzonych środków na koncie.

Analizowałem różne możliwości przejścia na “wcześniejszą emeryturę” aż doszedłem do nieruchomości i pasywnego dochodu otrzymywanego z ich wynajmu.

Całe życie inwestowałem w jakiś sposób w nieruchomości, ale zawsze dla zysków kapitałowych.

Pierwszą swoją nieruchomość zakupiłem niedługo po osiągnięciu pełnoletności. Była to działka rolna, która w niedługim czasie miała stać się działką budowlaną. Po kilku latach sprzedałem ją. Oczywiście ze sporym zyskiem, ale nie na tyle dużym żebym mógł mieć z takiej działalności emeryturę!

Nawet przez myśl mi nie przeszło, że powinienem inwestować w nieruchomości dla przepływu finansowego!

Czyli wynajem nieruchomości ma mi zapewnić emeryturę.

Jakie są plusy?

  • ich wartość podąża za wartością odtworzeniową i inflacją
  • ludzie muszą mieć gdzie mieszkać!
  • wpływy z czynszu w miarę przewidywalne i stałe
  • czynsz rośnie w miarę inflacji
  • nieruchomość można kupić poniżej wartości rynkowej
  • biorąc kredyt na zakup nieruchomości najemca pomaga mi go spłacać
  • ciągły deficyt mieszkań na rynku
  • inwestując w nieruchomość inwestuję w coś co istnieje i jest namacalne a nie jakieś wirtualne dobra
  • kupując rozsypujący się budynek mogę sprawić aby znowu zaczął życ – mam wpływ na moje otoczenie 🙂

A jakie są minusy?

  • duża kwota inwestycji (tak wtedy myślałem 😉
  • demografia (prognozy są takie, że Polska będzie się wyludniać)
  • kłopoty z najemcami (ryzyko niepłacenia czynszu, zniszczenie mieszkania)

Plusów było więcej niż minusów zatem decyzja zapadła. Mój dochód pasywny, który ma być moją wcześniejszą emeryturą, zapewnią mi nieruchomości. Przy zakupie pierwszego mieszkania na wynajem popełniłem wszystkie możliwe błędy – min. nie kupiłem go poniżej wartości rynkowej, nie obejrzałem wystarczającej ilości mieszkań itp. Pomimo tego dalej je posiadam i wynajmuję. Co ciekawe nie zainwestowałem wcale dużo swoich środków (mieszkanie to kupiłem posiłkując się kredytem). Co roku wynajmuję to mieszkanie z wyższym czynszem, więc nie zauważyłem aby demografia działała na moją niekorzyść. Mało tego zauważyłem, że jest coraz więcej chętnych na najem a mieszkanie wynajmuje się coraz szybciej!

Kłopoty z najemcami od czasu do czasu się pojawiają, ale dzięki zdobytemu doświadczeniu szybko je eliminuję i jak dotychczas współpraca z najemcami układa mi się bardzo dobrze. Co najważniejsze kredyt cały czas spłacam z pomocą moich najemców, oprócz tego co miesiąc zostaje nam kilkaset złotych, które zasilają nasz budżet domowy.

Jeśli także chcesz zarabiać na wynajmowaniu mieszkania zobacz jak sobie radzić z najemcami. Przeczytaj Jak wynająć swoje mieszkanie by spać spokojnie – 6 zasad a także czego unikać przy wynajmowaniu 7 rzeczy, których nigdy nie powinieneś robić….

Boisz się, że najemca może zużyć za dużo prądu? Przeczytaj koniecznie wpis Moi najemcy przestali płacić mi za prąd

Od zakupu mojego pierwszego mieszkania na wynajem minęło już  parę dobrych lat. Posiadam już więcej nieruchomości, które generują mi już całkowicie pasywny dochód (obsługę najmu powierzyłem naszej firmie zarządzającej najmem, która działa pod marką Zielony Żółwik).

  • jeżeli zależy Ci na stabilnych dochodach wypłacanych co miesiąc
  • na dochodach, które będą podążały za inflacją
  • na inwestowaniu w rzeczy istniejące a nie wirtualne
  • na inwestycjach, które są dziedziczone i które zapewnią dochód nie tylko Tobie, ale również Twoim spadkobiercom
  • a do tego chcesz inwestować małe kwoty np. 1 000 zł (tak, jest to możliwe!).

To polecam Ci inwestowanie w nieruchomości na wynajem. Dlaczego ? Bo tylko nieruchomości spełniają wszystkie powyższe warunki.

Reasumując:

Nie warto oszczędzać na emeryturę, bo może się okazać, że całe Twoje oszczędności zje inflacja. A co będzie jak pojawi się hiperinflacja? Czy warto zadbać samemu o swoją emeryturę? Oczywiście, że tak! W jaki sposób? Inwestując w nieruchomości!

A jeżeli zastanawiasz się czy warto inwestować w swoją emeryturę czy lepiej poczekać na emeryturę z ZUS’u – sprawdź proszę jaką emeryturę przewiduje dla Ciebie ZUS  😉

Zobacz: Poprzedni wpis | Następny wpis
Michał

Michał

Z nieruchomościami jestem związany praktycznie od zawsze 🙂 Bardzo lubię tworzyć nowe firmy oraz zmieniać krajobraz naszego pięknego kraju poprzez nadawanie nowego życia starym, zniszczonym budynkom. Miałem to szczęście, że nie pracowałem nigdy na etacie, całe moje życie zawodowe "pracowałem na swoim". Aktualnie jestem udziałowcem kilku spółek, które zajmują się nieruchomościami.
Udostępnij, jeśli uważasz ten tekst za wartościowy:

Powiązane wpisy

komentarzy 6Moja opinia

  • A inwestycja w nieruchomości nie jest inwestycją na emeryturę?
    W istocie robisz dokładnie to, przeciwko czemu się wzbraniałeś; jedyna różnica to fakt że nieruchomości obarczone są w większości większym ryzykiem i są trudniej zbywalne (o ile nie mamy wojny).

    • Asiu! Oczywiście, że nieruchomości są inwestycją na emeryturę! O tym właśnie jest ten wpis 😉 Piszesz, że nieruchomości są obarczone większym ryzykiem i są trudniej zbywalne. Nie do końca to rozumiem. Do czego je porównujesz?

    • Na pewno zawsze warto COŚ robić 🙂 Jednakże jeżeli już to coś robimy to ważne aby robić to z głową i rozważnie. Tak, abyśmy pewnego dnia nie obudzili się z przysłowiową „ręką w nocniku”.

  • Inwestowanie w nieruchomości w tej chwili to głupota! Wszedłem na tą stronę bo szukam alternatywnych możliwości. W tej chwili widzę tylko dwie mozliwości: odkładanie złota, srebra i posiadanie potomstwa.
    Uzasadnię swoje zdanie:
    Minusy:
    – zmiejszanie się populacji
    – mieszkania państwowe, programy Pis etc. (dużo tańsze)
    – olbrzymia popularność inwestycji w nieruchomości (konkurencja i drożyzna)
    – wrogie prawo dla właściciela
    – drogie mieszkania
    – przejmowanie rynku najmu przez duże firmy mogące zaoferować nowe mieszkania po konkurencyjnych cenach np. żeby wykończyć konkurencję (REIT)
    – większość Polaków posiada mieszkanie na własność lub będzie posiadać z powodu demografii lub ingerencji rządu.
    – w przypadku nie znalezienia najemcy stałe koszty
    Z plusów znalazłem tylko to, że mógłbym ostatecznie samemu mieszkać w takim mieszkaniu, jakby mi się znudziło na siedlisku, które posiadam.

    Prawda jest taka, że za max. 20 lat mnóstwo osób będzie chciało pozbyć się swoich „inwestycji” nawet za darmo, byleby nie płacić za koszty utrzymania!

    Do nie dawna też uważałem, że nieruchomości to ideał. Nieprawda, niestety nie! Zajęło mi wiele dni, żeby dokładnie przeanalizować rynek. Nie wystarczy wpisać w google frazy: czy warto kupić nieruchomość? Trzeba się pomęczyć i dotrzeć do źródeł. Za kilka lat przypomnicie sobie moje słowa.

    Tylko błagam was, pod żadnym pozorem nie bierzcie teraz kredytów, bo skończycie jak frankowcy 🙁

    Autorze artykułu, jeżeli jesteś osobą uczciwą nie usuniesz mojego komentarza. Nawet jeżeli uważasz, że nie mam racji powinieneś dać ludziom szansę zapoznania się z innym stanowiskiem niż twoje. Pozdrawiam 🙂

    • Hej Danielu 🙂
      szukając alternatywnych możliwości do inwestowania w nieruchomości trafiłeś na nasz blog, na którym właśnie popularyzujemy ten typ inwestowania. Chyba jesteśmy zbyt szeroko zaindeksowani w wyszukiarkach 😉

      Widzę jednak, że zgadzamy się w wielu kwestiach. Widzę także kilka różnic w naszym spojrzeniu na inwestycje.

      Każda inwestycja ma swoje plusy i minusy. O ile minusów inwestowania w nieruchomości znalazłeś całe mnóstwo to plus tylko jeden – czyli możliwość zamieszkania w przyszłości w swojej nieruchomości inwestycyjnej. Moim zdaniem – dla zawodowego inwestora w nieruchomości – jest to możliwość raczej niezbyt pożyteczna. Ja np. nie planuję zakupów bądź budowania nieruchomości inwestycyjnych z dodatkowym założeniem, że mógłbym kiedyś mieszkać w nich osobiście. Głównie dlatego, że są to zupełnie inne produkty: mieszkanie dla mnie vs. mieszkanie inwestycyjne i przyjmując takie założenie budowałbym portfel nieruchomości, który nie byłby zoptymalizowany pod kątem wynajmu i w związku z tym zgadzałbym się na znaczne zmniejszenie rentowności takich inwestycji.

      Z kolei „posiadanie potomstwa” możesz oczywiście traktować jako alternatywną możliwość do inwestowania w nieruchomości, jak piszesz. Jednak dla mnie jasne jest, że nasze dzieci to coś zupełnie innego niż inwestycja finansowa. Nie oczekuję od dzieci otrzymania w przyszłości korzyści przekładających się na liczby, które mógłbym porównywać ze stopami zwrotu z inwestycji. Dzieci traktuję raczej jako ten rodzaj „inwestycji”, która określa sens mojego istnienia i nie przychodzi mi do głowy nic bardziej sensownego co mógłbym po sobie pozostawić 🙂

      Programy państwowe, o których wspominasz, mają obecnie tak małą skalę, że proponuję poświęcać im tyle uwagi ile mieszkań oddają do użytku w stosunku do mieszkań budowanych przez prywatne firmy. Dodatkowo mam silne przeświadczenie, że programy państwowe nigdy nie będą tak rentowne jak inicjatywy prywatne. Wynika to przede wszystkim z tego, że urzędnik nie będzie podejmował tak ryzykownych decyzji jak przedsiębiorca prywatny i nigdy nie będzie tak efektywnie zarządzał procesami biznesowymi. Kwestią czasu jest, według mnie, kiedy Państwo zacznie dopłacać do takich inwestycji na tyle dużo, że przestaną być opłacalne nawet biorąc pod uwagę aspekty polityczne. A co dalej? Myślę, że w grę będzie wchodziła sprzedaż pojedynczych bądź całych pakietów mieszkań wybudowanych w ramach takich programów.

      Zmniejszająca się populacja jest wielkim wyzwaniem w kontekście całej gospodarki, a nie tylko samego rynku nieruchomości i myślę, że w tej chwili nikt nie jest w stanie napisać dokładnego scenariusza rozwoju takiej sytuacji. Rozwiązanie tego problemu będzie konieczne już w niedalekiej przyszłości – z powodu konieczności obsługi gwałtownie rosnących zobowiązań emerytalnych i zadłużenia publicznego.

      Konkurencja, zmienne ceny, uwarunkowania prawne to rzeczy, z którymi zawsze będziemy stykali się na wolnym rynku i należy jedynie nauczyć się działać w takich realiach.

      Oczywiste jest dla mnie, że na naszym rynku będzie pojawiało się coraz więcej mieszkań na wynajem, których właścicielami będą także duże fundusze inwestycyjne. Nie oznacza to jednak, że wynajem nie będzie możliwy, a jedynie, że może być mniej opłacalny.

      Co do współpracy z bankiem to tutaj bardzo mocno się różnimy. Wiele wpisów na naszym blogu poświęcamy temu tematowi. Można oczywiście kupować metale szlachetne, co nie jest głupie, ale jest zupełnie innym rodzajem zabezpieczenia niż inwestowanie w nieruchomości – czego z kolei nie nazwałbym głupotą. Proponuję też, abyś przeczytał m.in. najnowszy wpis „Jak zarabiać na nieruchomościach – 5 sposobów” – link tutaj: http://www.rozsadnibracia.pl/jak-zarabiac-na-nieruchomosciach-5-sposobow/

Moja opinia

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.